Zwiedzanie Budapesztu - dzień 1 i 2

12:56

3 godziny snu, 13 godzin podróży i razem z Malwiną i Julią lądujemy w Budapeszcie.


Dzień 1

Nie ma problemu z dojazdem do centrum miasta z lotniska, więc bardzo szybko docieramy do hotelu, gdzie okazuje się, że musimy jeszcze trochę poczekać na pokój. Naszą poczekalnią była restauracja Stex, której nazwa była równie kiepska jak jedzenie. Znaczy się mój gulasz, bo sałatka ponoć była całkiem dobra. Całe szczęście piwo było super i mimo, że nie jestem miłośniczką browarów, mogę polecić ciemnego Drehera. 

Po zadomowieniu się i drzemce w hotelu ruszamy na miasto, którym zachwycam się z każdą chwilą coraz bardziej. Już po pierwszych godzinach mogę powiedzieć, że Budapeszt jest klimatycznym, pełnym kontrastów miastem z mieszanką moich ulubionych stylów architektury.

Wieczorem na ulicach też dużo się dzieje. W dzielnicy żydowskiej niedaleko nas przechodzimy obok przyciągających wzrok kafejek i pubów, w których siedzą młodzi mieszkańcy Budapesztu i oczywiście turyści. Po odwiedzinach w przedziwnym Szimpla Kert, byłam oczarowana jego niezwykłym klimatem. Jest to bar, pub w starych ruinach, gdzie telewizory wiszą na ścianach, a drogę oświetlają świeczki i zniszczone lampy.

Dworzec kolejowy, do którego zawędrowałyśmy zupełnie przez pomyłkę.

Dzień 2

Na drugi dzień zakochałam się na dobre w Budapeszcie. Piękna zieleń miejska łączy się z jeszcze piękniejszą architekturą, a wszystko jest skąpane w gorącym słońcu. 

Trafiłyśmy na wyborną pogodę i wszechobecny gorąc, więc wejście na górę Gellerta było nie lada wyzwaniem, jednak widoki zrekompensowały wszelki trud. Natomiast jeśli chodzi o Wzgórze Zamkowe i Basztę Rybacką, nie mogę się nie zgodzić z przewodnikiem, że są bajkowe. Zwłaszcza Baszta przypomina jedną z wieżyczek zamku Disneya. Cóż.., a widok na imponujący Parlament i resztę miasta sprawia, że nie można się napatrzeć na wszystko dookoła.

Na wschodniej części Dunaju spotkamy więcej rodowitych mieszkańców Budapesztu, więc jest tam też więcej ruchu i ciekawych miejsc, gdzie można co nieco zjeść i wypić. 

Niedaleko Parlamentu trafiłyśmy na fontannę, gdzie wraz z resztą wypoczywających ludzi ochłodziłyśmy nasze strudzone nogi. A wracając już do hotelu, przez przypadek, trafiłyśmy na Vaci utca - ulicę handlową, typowo europejską z markami z całego świata.

Wodospad przy wejściu na górę Gellerta.
Kolorowa dachówka kompletnie mnie urzekła!
Pub, gdzie można zrelaksować się głaskając koty.
Takie ładne rowery miejskie.

I kończąc relację z pierwszych dwóch dni, zapraszam na kolejny wpis z dnia trzeciego w Budapeszcie, który pojawi się już niedługo!

Tymczasem, do następnego razu!

PS: Większość z powyższych zdjęć zrobiła Malwina, która jako jedyna była wyposażona w aparat fotograficzny podczas wyjazdu.



Polecane

2 komentarze